Pierwszą wyprawą podczas pobytu w Kenii było safari. Przejechaliśmy najpierw przez miasto gdzie drogi nie przypominały nawet najgorszych dróg w Polsce, stan ich był po prostu....tragiczny!!! Po kilkudziesięciu kilometrach szaleńczej jazdy, wjechaliśmy na czerwone kenijskie bezdroża.
A za oknami..... mogliśmy zobaczyć prawdziwą Afrykę, znaną nam tylko z filmów i zdjęć. Szkoda tylko, że fotografowanie podczas jazdy po tych wybojach było niemal niemożliwe, no ale to c o zobaczyły nasze oczy to już bylo COŚ !!!
Coś....niezapomnianego.....Podczas przejechanych kilkuset kilometrów zobaczyliśmy rejony, gdzie od dziesięciu miesięcy nie spadła ani jedna kropla deszczu. Setki ludzi którzy z przeróżnymi naczyniami, chodzą nieraz pieszo w poszukiwaniu wody... Cała masa ludzi żyjących bez dostępu do prądu czy kanalizacji, w "domkach" o rozmiarach mniej więcej 5x5 metrów, mieszkają nawet 10-osobowe rodziny, a ich domki budowane są często m.in. ... z odchodów słoni
Po przyjeździe do naszej pierwszej kwatery ,byłam pozytywnie zaskoczona, bo okazało się, że będziemy mieszkać w domkach na wysokich palach, gdzie pod budynkami swobodnie przemieszczały się nawet największe zwierzęta idące do wodopoju. Podczas pierwszego wyjazdu na "polowanie" widzieliśmy już mnóstwo dzikich zwierząt-żyrafy, słonie, małpy, odpoczywającą lwią rodzinkę, oraz antylopy-nie wszystko niestety jednak udało się sfotografować
Ale dopiero po zmroku była kulminacja wrażeń, gdy zaczęły się schodzić zwierzęta do wodopoju- największe wrażenie zrobiły oczywiście słonie!!! I to naprawde w ogromnych ilościach !!!
Gdy słonie piły woęe, w tle zaczęły się pojawiać setki bawołów, które cierpliwie czekały, na swoją kolej...
Taka właśnie jest hierarchia, pierwsze do wodopoju idą zwierzęta największe, mniejsze czekają

