Kiedyś zastanawiałem się, co będzie, gdy przyjdzie mi stanąć przed największymi na świecie wodospadami, o których marzyłem od lat. Czy nie będę rozczarowany? Czy zdjęcia, które wcześniej widziałem nie są przebajerzone i obrobione w photoshopie? Moje wątpliwości zostały rozstrzygnięte gdy w 2008 roku wybrałem się do Brazylii , mianowicie do miasteczka Foz Iguaçu. Jest to miasteczko nad rzeką Parana, nad brzegami której stykają się granice trzech państw: Brazylii, Argentyny i Paragwaju. Lot trwał kilkanaście godzin, najpierw rozejrzeliśmy się trochę po okolicy żeby podpatrzeć żyjących tam ludzi, spróbować tamtejszych potraw regionalnych i trunków. Miasteczko to jest pełne sklepów, barów i restauracji -tętni życiem. Odwiedziliśmy tam między innymi bar z drobnymi przekąskami i spróbowaliśmy acaraje- niedużych bardzo pożywnych kulek z papki fasoli, mąki, cebuli nadziewane różnymi farszami i smażone w głębokim oleju (danie zaliczane do miejscowych fast foodów).Mnie najbardziej zasmakowało acaraje z kurczakiem i szpinakiem, dla każdego znajdzie się coś dobrego, bo wybór ogromny. Polecam !!!
No ale trzymajmy się tematu-wrócę do moich wymarzonych wodospadów i mojej reakcji na osobiste ujrzenie ich na własne oczy

Otóż dociera się do słynnego wodospadu Iguaçu ścieżką wśród bujnej, tropikalnej roślinności. Już z daleka słychać spadającą w wodę. Wreszcie zza parawanu zieleni ukazuje się naszym oczom widok nieprawdopodobnie piękny

- iguacu.jpg (16.59 KiB) Obejrzany 442 razy
Wysoka ściana, z której dziesiątkami białych potężnych spienionych strumieni spływa woda. Powiem szczerze, że wywiera to niesamowite wrażenie nawet na najbardziej nieczułym człowieku.

- iguacu3.jpg (42.29 KiB) Obejrzany 442 razy
Z ciekawostek dodam, iż grzmiąca podkowa wodospadu na rzece Iguazu pomiędzy Brazylią a Argentyną podzielona jest na 275 mniejszych odcinków. Od źródeł w górach Serra do Mar rzeka płynie dalej przez płaskowyż i spada z jego krawędzi w 80-metrową przepaść. Tuż przed wodospadem rozlewa się szeroko, pocięta przez skaliste wysepki na wiele kaskad rozmieszczonych wzdłuż całego półkola. Kaskady znów łączą się , spadając z grzmotem w dół do rozpadliny Garganta del Diablo (Gardziel Diabła), skąd rzeka pędzi kilkanaście kilometrów, by połączyć się z Paraną, trzecią co do wielkości rzeką Ameryki Południowej.
Następnego dnia pokusiliśmy się również na pewne szaleństwo polegające na tym, iż ponton z turystami podpływa z wielką szybkością pod huczące wodospady i zawraca. Na początku pojawia się lekkie przerażenie, jednak bez wahania wciągnałęm na siebie kapok i popłynąłem na ten "rejs" . Z ogólnych wspomnień to tyle- ludzie krzyczą, śmieją się i przemakają do suchej nitki

Nie pomoże otulanie się szczelnie foliowym płaszczem, zresztą nie o to w tym wszystkim chodzi. Na początku ponton płynie wolno i można spokojnie rozkoszować się buchającą pianą. Potem sternik bardziej przyspiesza, robi ostre wiraże i z całym impetem podpływa tuż obok największych kaskad. Wszyscy wróciliśmy kompletnie przemoczeni z zachwytem w oczach. No bo jak tu nie krzyczeć, gdy spełnia się największe marzenie o pejzażu, który w rzeczywistości okazał się sto razy cudowniejszy niż w najśmielszych wyobrażeniach?

- ponton.jpg (34.99 KiB) Obejrzany 442 razy
Naprawdę mozna tam godzinami oglądać fantastyczne widowisko na które składa się hucząca woda, kaskady i niezliczona ilość tęcz. -polecam gorąco, wrażenia niezapomniane....